Karolina i Wojtek w hiszpańskiej Althea

Karolinę i Wojtka spotkałam podczas swojej tegorocznej zimy w Hiszpanii, gdzie samotnie pojechałam, by jeździć rowerem przez całe 11 tygodni po okolicznych górach. Któregoś styczniowego dnia, kiedy wracałam z roweru, odwiedziłam ich miejscowość i po odejściu od kawy na szybko w 5 minut zrobiliśmy dosłownie kilka zdjęć moim turystycznym aparatem SONY rx 100. Dzięki nim powstała taka jakby sesja narzeczeńska, ale robiona w podróży poślubnej:) Znalazłam te zdjęcia dziś, 4 miesiące po powrocie (kiedy to po mojej opaleniźnie i tamtym nastroju nie ma już śladu) i 2 dni od niespodziewanej wizyty Karoliny u mnie w domu w Warszawie. Obie byłyśmy nimi naprawdę bardzo wzruszone, a ja to jestem nadal i ciężko wziąć mi się za pracę przy tak poruszających wspomnieniach i ogromnej nostalgii!

Niestety mieszkamy w 2 odległych miastach, ale czas wspólnie spędzony tak nam zapadł w pamięć, że nasza przyjaźń może potrwać bardzo długo szczególnie, że niezwykle rzadko spotykam kogoś tak wyjątkowego, kto jako drobna dziewczyna, samotnie w zimnym deszczu zdobywa szczyty na rowerze szosowym i jeszcze niesamowicie się z tego cieszy, a przy okazji jest bardzo wrażliwa, subtelna, szybko dostaje piegów od słońca, ciągle z czegoś się śmieje, robi ładne zdjęcia i lubiła jeść ze mną ciastka do kawy. Czyli jest kimś takim jak ja. Kimś, kogo na co dzień od lat bardzo mi brakuje. W całym swoim życiu spotkałam raptem dwie …. i pół takiej osoby. A dlaczego pół to już zostawię dla siebie
Wojtkowi i Karolinie życzę natomiast doczekania prawnuków, samemu Wojtkowi Mistrzostwa Świata w kolarstwie, nam wszystkim tego, by Gliwice były bliżej Warszawy, a sobie tego bym spotykała więcej takich osób, dzięki którym jest ciepło na sercu nawet jak masz krótkie spodenki i właśnie jedziesz rowerem 70km/h z górki w zimowy, choć hiszpański dzień.
Na przedostatnim zdjęciu jestem ja z Karoliną i jak widać po stroju, wcale nie było ciepło, choć TEGO słońca się nie zapomina… Na drodze z Altea do Calpe złapał mnie straszny deszcz, który wydawał mi się jeszcze bardziej zimny, kiedy myślałam, że następnego dnia Karolina już leci na Śląsk, ja zostaję sama jeszcze 2 miesiące w obcym kraju, którego nawet nie znam języka i w ogóle nie wiedziałam, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy. Na szczęście od tamtej pory widziałyśmy się 3 razy i nawet raz wyszłyśmy razem na szosę:)
Ostatnie zdjęcie to ja na moim rowerze, kiedy to dostałam super wiadomość: „o 11 na plaży” – co znaczy tyle, ze o 11 mam stawić się na plaży i jechać z tą fantastyczną dziewczyną na wycieczkę po górach, gdzie oczywiście kondycyjnie umierałyśmy obie, ale kto by zwracał na to uwagę. Dla człowieka, który jeździ głównie sam, dostać taką wiadomość, to jak wygrać na loterii 🙂 taka błyskawiczna chemia między ludźmi nie zdarza się zbyt często…

 

Zobacz również inne historie:

Aleksandra – sesja wizerunkowa Model: Aleksandra Dejnarowicz MUA: Pani Gosia Maluje Lubię momenty, kiedy zdjęcia mojego autorstwa pojawiają się w ciekawych, bardzo schludnych publ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.